Francisco Goya, hiszpański malarz nadworny rodziny królewskiej, w pierwszym etapie swojej twórczości przedstawiał głównie pogodne, harmonijne sceny rodzajowe. Później jednak spada na niego fala tragedii: traci słuch, umiera jego żona, Francja Napoleona Bonapartego podbija Hiszpanię, na ulicach swojego ukochanego Madrytu widzi terror i panoszącą się śmierć. Jego sztuka drastycznie się zmienia, staje się skrajnie mroczna, obłędna. I tak Goya maluje niemal do końca swojego życia. Dopiero swoim ostatnim tchnieniem znów zwraca się ku nadziei.
Nie ma dowodów na to, że urodzony równo 180 lat temu Francisco Goya widział na własne oczy rozstrzelanie powstańców madryckich. Historycy są jednak zgodni, że w 1808 roku, gdy mieszkańcy hiszpańskiej stolicy wystąpili przeciwko okupacyjnej władzy napoleońskiej Francji, był w Madrycie. Bunt skończył się błyskawicznie i bardzo krwawo, a sześć lat później, gdy na tron Hiszpanii powrócił król Ferdynand VII - Goya uwiecznił na obrazie “Trzeci maja 1808”, jak pluton egzekucyjny rozstrzeliwuje jego rodaków.
Na innym słynnym dziele - również z 1814 roku - “Szarża Mameluków” pokazał, jak bezlitośnie tłumione było powstanie przez ściągnięte przez Napoleona do Hiszpanii oddziały Mameluków.
Od tego momentu kolejne dzieła Goyi będą już niemal wyłącznie bardzo mroczne. Ale nie skupiał się już więcej na okrucieństwie francuskich okupantów. Wręcz przeciwnie. Rozczarowany powrotem absolutyzmu do Hiszpanii, pokazywał obłudę, skłonność do przemocy, fanatyzm, paranoję czy ciemnotę swoich rodaków.
W “Trybunale Inkwizycji” (najprawdopodobniej z 1815 roku) porusza temat hiszpańskiej inkwizycji - instytucji niezwykle wpływowej za życia Goyi, budzącej strach, wymuszającej posłuszeństwo wobec religijnej władzy i skazującej na więzienie, a nawet śmierć za najdrobniejsze odstępstwo od kościelnej doktryny. Ukazuje zastraszonych i bezsilnych wobec fanatyzmu autorytarnych sędziów ludzi.
Francisco Goya pogrąża się w mroku
W końcu (między 1819 a 1823 rokiem) Goya maluje swoje słynne “Czarne obrazy”, przy których w muzeum Prado w Madrycie zatrzymują się tłumy ludzi. O ironio Goya pierwotnie nie stworzył ich dla publiczności - te obłędne, niemal halucynacyjne wizje namalował na ścianach swojego domu.
Wśród “Czarnych obrazów” szczególnie wstrząsający jest “Saturn pożerający własne dzieci”. Mitologiczna scena staje się metaforą autodestrukcji - władzy, która niszczy ludzi, o których powinna się troszczyć i siły, która pożera wszystko, co stworzyła. Obraz operuje skrajną ekspresją, buduje wizję pierwotnego, niemal zwierzęcego lęku.
Podobnie brutalne jest dzieło “Bójka na kije”. Przedstawia dwóch mężczyzn walczących ze sobą, stojąc po kolana w ziemi. Ich sytuacja jest absurdalna - nie mogą uciec, mogą jedynie się zniszczyć, co można odczytać jako metaforę konfliktów bez wyjścia, skazanych na wzajemne wyniszczenie.
W “Sabacie czarownic” Goya powraca do tematu zabobonu i irracjonalności, tak silnie obecnych w ówczesnym społeczeństwie. Zgromadzenie groteskowych postaci wokół demonicznej figury ukazuje świat, w którym rozum ustępuje miejsca strachowi i przesądom.
Z kolei “Dwie staruchy jedzące zupę” to niemal nihilistyczna, skrajnie pesymistyczna wizja starości - zdeformowane twarze postaci, zbliżone do czaszek, wzmacniają wrażenie rozkładu i zaniku życia, jakby istnienie powoli się wypalało.
Goya balansuje między snem a koszmarem
Dopełnieniem tej mrocznej wizji świata są cykle graficzne “Szaleństwa”. To enigmatyczne, surrealistyczne ryciny pełne absurdalnych scen i niepokojących symboli, które interpretowane są jako obraz chaosu i rozpadu porządku, w którym logika przestaje obowiązywać.
"Szaleństwa” pełne są scen trudnych do racjonalnego odczytania. Postacie wydają się być zawieszone między snem a koszmarem, balansują na granicy absurdu i grozy. Dominują motywy upadku, przemocy, strachu i dezorientacji. Te ryciny często interpretuje się jako kulminację jego pesymistycznej wizji człowieka i społeczeństwa.
Goya oddawał w swoich pracach to, co widział i czego doświadczał, a nie chodzi tylko o mroczne czasy, w jakich przyszło mu żyć. W 1812 roku zmarła jego żona Josefa Bayeu. Chociaż ich relacja nie została dobrze udokumentowana pod względem emocjonalnym, wiadomo, że po jej odejściu artysta wycofywał się z życia towarzyskiego.
Z kolei już wcześniej, około 1793 roku, Goya poważnie zachorował i stracił słuch. Historycy wskazują, że to doświadczenie skierowało jego uwagę do wewnątrz - ku własnym lękom, wyobrażeniom i obsesjom. Również dlatego jego sztuka stała się bardziej introspektywna, mroczna i krytyczna wobec rzeczywistości.
Z takiej właśnie sztuki został zapamiętany Goya, chociaż jego ostatnie wielkie dzieło ma zupełnie inny charakter.
Goya opuszcza opresyjną Hiszpanię
Rozczarowany powrotem absolutystycznych rządów Ferdynanda VII, w 1824 roku, mając 78 lat, Goya opuścił Hiszpanię i udał się do Francji. Niektórzy historycy wskazują, że do tej decyzji był niemal zmuszony ze względu na nasilające się represje wobec środowisk liberalnych, których był jednym z najbardziej rozpoznawalnych przedstawicieli w Madrycie.
Zamieszkał w Bordeaux, gdzie żył już na uboczu życia publicznego. Tam w 1827 roku, na rok przed swoją śmiercią, maluje jednak swoje ostatnie – i być może najbardziej tajemnicze - dzieło: “Mleczarkę z Bordeaux”.
Przedstawił młodą kobietę siedzącą bokiem na tle rozświetlonego krajobrazu. Kompozycja jest prosta, światło miękkie, a postać mleczarki ukazana bez napięcia i nierzadko występującej w jego twórczości deformacji. Obraz emanuje ciszą, spokojem, delikatnością, wręcz optymizmem.
Po tym wszystkim, co przeżył: śmierć żony, choroba, wojna, przemoc, rozczarowanie polityką i ludzką naturą - Goya maluje obraz zupełnie inny niż te, do których przyzwyczaił już od wielu lat. Ten nagły zwrot wielkiego hiszpańskiego malarza od lat budzi zdumienie wśród historyków i krytyków sztuki, którzy różnie go interpretują.
Goya kończy życie obrazem dającym nadzieję
Niektórzy badacze widzą w “Mleczarce” nie tyle zmianę podejścia Goyi do świata, ile zapowiedź nadciągającego do świata sztuki impresjonizmu - nie na poziomie tematu, ale techniki malarskiej. Kontury są w dziele hiszpańskiego malarza miękkie, niemal rozpuszczone w świetle, kolory nie budują trwałych form, lecz drgające plamy, a sama mleczarka wydaje się uchwycona “w przelocie”.
Jak zauważa hiszpański historyk sztuki Valeriano Bozal, Goya “maluje już nie rzeczy, lecz wrażenia”, tak jak będą to robić słynni impresjoniści za kilkadziesiąt lat. Świat przestaje być czymś stabilnym i jednoznacznym, a staje się ulotnym doświadczeniem światła i koloru. W tym sensie optymizm obrazu nie wynika z tego, co przedstawia, lecz jak to przedstawia: dramat znika, bo rozpuszcza się w percepcji. Rzeczy tracą swoją ostrość, a wraz z nią także ciężar.
Inni historycy wskazują, że nie bez znaczenia jest miejsce powstania obrazu - emigracyjne Bordeaux. Po opuszczeniu Hiszpanii Goya znalazł się w bardziej liberalnym, spokojniejszym otoczeniu. Artysta tworzył w innej rzeczywistości - mniej opresyjnej, bardziej zwyczajnej, lżejszej, co znalazło ujście w jego sztuce.
Mnie najbardziej podoba się jednak wizja, jaką przedstawił pisarz Robert Hughes w biografii “Goya. Artysta i jego czas”. Wskazuje w niej na “Mleczarkę” jak na znak wewnętrznego pogodzenia się malarza z rzeczywistością. Francisco Goya po doświadczeniach przemocy, choroby i rozczarowania naturą ludzką przestaje wierzyć, że świat można naprawić. Jak pisał Hughes, znika u niego wiara w moralny postęp, ale pozostaje zdolność spokojnego widzenia. Goya porzuca rolę krytyka i zaczyna po prostu rejestrować rzeczywistość, bez osądu. Dlatego miękkie światło i rozmyte formy nie oznaczają radości, lecz akceptację: świat nie staje się lepszy, ale przestaje być czymś, z czym trzeba walczyć - można go po prostu przyjąć takim, jaki jest.
To pocieszająca myśl, że człowiek, który doświadczył tyle zła i wyspecjalizował się w pokazywaniu mrocznych zakamarków ludzkiej duszy, ostatnim swoim tchnieniem daje świadectwo, że nawet z tak strasznym światem można się pogodzić, znaleźć spokój.
Autor: Jarosław Kocemba
Międzynarodowy Festiwal VII Noc Chórów w Rudzie Śląskiej
Zaadoptuj bezdomnego psiaka w Teatrze BARAKAH 19 kwietnia 2026 r. o godz. 13:00
„Moja miłość” – prapremiera spektaklu o sile słabych w Międzynarodowy Dzień Teatru!
Maryna Tomaszewska BONA FIDE
Zło ma wiele twarzy. Niektóre z nich już znasz...
Wernisaż wystawy - WIARYGODNOŚĆ
Katalogowanie sensu. O Fundacji Sztuka Obecna i praktyce „obecności” sztuki
Olena Matoshniuk | Balansowanie
WYZWOLENIE- Teatr w Krakowie
Van Rij Gallery Wystawa Lorelei wystawa solowa Laury Gutowskiej
Zakrzowskie Wieczory Muzyczne – Koncert inauguracyjny