Międzynarodowy sukces współczesnej polskiej rzeźby: Magdalena Zarychta w Nowym Jorku, w programie Glass Art Society 2026
Magdalena Zarychta- INCLUSION
Prace Magdaleny Zarychty zostały oficjalnie zakwalifikowane do dwóch prestiżowych wystaw kuratorskich: TRACE 2026: Badanie zrównoważonej sztuki szkła (Green Exhibition) oraz CONNECTION 2026: Szkło z każdej perspektywy.
Oba te wydarzenia towarzyszą tegorocznej konferencji Glass Art Society (GAS), która odbędzie się w dniach 3–6 czerwca 2026 roku w Corning Museum of Glass w Nowym Jorku (USA) – najważniejszym na świecie centrum współczesnej sztuki szkła. To prestiżowe globalne forum gromadzi w tym roku blisko 1600 czołowych kuratorów, krytyków i twórców z całego globu.
Magdalena Zarychta jest jedną z nielicznych artystek na świecie, których projekty przeszły rygorystyczną selekcję i zostaną zaprezentowane w obu głównych sekcjach jednocześnie. Decyzją rady programowej, obie ekspozycje z udziałem Polki będą dostępne na międzynarodowej platformie online przez dwanaście miesięcy – aż do czerwca 2027 roku.
Uznaniu instytucjonalnemu w USA towarzyszy również sukces rynkowy w kraju: siedem obiektów artystki zasiliło właśnie prywatną Lerac Collection, budowaną konsekwentnie przez Piotra Kareła na Łemkowszczyźnie od ponad dwóch dekad.
FOTO: Justym Oboladze
Magdalena Zarychta- INCLUSION
Corning nie jest przypadkową lokalizacją. W polu sztuki operującej szkłem to miejsce o najwyższej wadze historycznej i krytycznej. Obecność Zarychty w dwóch odmiennych programowo sekcjach oraz decyzja kolekcjonera stojącego za Lerac Collection potwierdzają, że jej język formalny doskonale wpisuje się w obieg, który od medium oczekuje dyscypliny pojęciowej i odejścia od tradycji czysto dekoracyjnej. Autonomiczna sztuka redefiniuje tu swoje granice, przesuwając punkt ciężkości z tradycyjnego rzemiosła w stronę wymagającej praktyki konceptualnej.
Dwa oblicza materii: „Inkluzje” oraz „Krystalizacja ciszy”
W ramach wystawy CONNECTION 2026, badającej relacje między doświadczeniem wewnętrznym a uniwersalnym humanizmem, zaprezentowany zostanie cykl „Inkluzje”. Artystka rezygnuje w nim z klasycznej transparentności na rzecz gęstej, organicznej, niemal nieprzejrzystej struktury. Obiekty te nie ilustrują stanów emocjonalnych – stanowią raczej materialny zapis procesu uwalniania napięć, gdzie nieregularna forma i faktura stają się dowodem na odzyskiwanie autonomii wobec bolesnych wspomnień.

MAGDALENA ZARYCHTA_Crystallization of Silence (2) photo Justyn Oboladze.jpg

MAGDALENA ZARYCHTA_Crystallization of Silence (4) photo Justyn Oboladze.jpg
Z kolei ekologiczny kontekst wystawy TRACE 2026 wyznacza ramy dla projektu „Krystalizacja ciszy”. Rzeźby budują potężną dynamikę poprzez sekwencje ostrokątnych, ułożonych liniowo płatów, tworzących rodzaj zamrożonego ruchu i pofalowanej linii pamięci. Kluczowym elementem konceptualnym jest tu barwiona metalowa taśma, która spina elementy, działając jako kod kolorystyczny i widoczny ślad ludzkiej interwencji. Przechodzące przez skomplikowaną strukturę światło ujawnia, że cisza nie jest pustką, lecz zagęszczoną formą uformowaną z mikro-zdarzeń.
ARCHITEKTURA SKUMULOWANYCH NAPIĘĆ
Czerwiec 2026 roku staje się momentem mocnego wejścia Pani twórczości do międzynarodowego obiegu – od Corning Museum of Glass po prestiżową, prywatną Lerac Collection na Łemkowszczyźnie. Jak to jest zobaczyć swoje bardzo osobiste, intymne projekty w programie najważniejszej światowej konferencji artystycznego szkła, wiedząc, że wystawy te będą eksponowane online przez okrągły rok, aż do czerwca 2027?
Magdalena Zarychta: To przede wszystkim ogromne poczucie satysfakcji. Fakt, że Glass Art Society zdecydowało się na całoroczną obecność tych wystaw w przestrzeni wirtualnej, uwalnia obiekty od epizodyczności. Moje rzeźby nie znikną po kilku dniach konferencji w Corning; zyskują czas niezbędny do budowania długofalowych relacji z międzynarodową publicznością, krytykami i kuratorami. Dla mnie to niesamowity komfort i zarazem weryfikacja – mogę sprawdzić, jak ten bardzo osobisty język formy funkcjonuje w globalnym dialogu i czy obroni się sam, poza bezpiecznym kontekstem mojej pracowni.
W Pani realizacjach szkło całkowicie traci swoją tradycyjną, dekoracyjną funkcję. Czy to medium nadal jest dla Pani punktem wyjścia, czy czymś znacznie bardziej wymagającym?
M.Z.: Coraz mniej interesuje mnie szkło jako technologia czy popis sprawności manualnej. Szukam w nim sposobu myślenia. To medium posiada unikalną, fizyczną właściwość rejestrowania i zatrzymywania napięć – śladu gestu, nacisku, temperatury i czasu. W pewnym momencie przestaje być tylko neutralnym surowcem, a zaczyna działać jak struktura pamięci. Interesuje mnie rzeźba, która niesie ciężar i zatrzymuje spojrzenie widza na dłużej niż pierwsze wrażenie. Praca z tym materiałem wymaga ogromnej precyzji, ale i pokory. Szkło ma własną wolę, własną pamięć i własny opór. Nie pozwala na fałsz ani na przypadkową decyzję, która nie niosłaby za sobą konsekwencji.
Zacznijmy od wystawy CONNECTION 2026 i Pani cyklu „Inkluzje”. Kuratorzy tego pokazu szukają prac, które badają głębokie relacje i budują mosty między tym, co wewnętrzne, a tym, co społeczne. Pani tymczasem rezygnuje z przezierności szkła na rzecz gęstych, nieprzejrzystych brył. Jak ta decyzja przekłada się na koncepcję pracy?
M.Z.: „Inkluzje” powstały z potrzeby zobiektywizowania i nadania kształtu temu, co niewidzialne – obciążeniom pamięciowym, śladom wychowania czy trudnym wczesnym doświadczeniom. Język narracji bywa w takich momentach bezradny, dlatego szukałam dla nich materialnego odpowiednika w masie rzeźbiarskiej. Kontrolowałam gęstość materiału, doprowadzając go do momentu, w którym całkowicie traci swoją lekkość. Zamknięcie tych stanów w ciężkiej strukturze pozwala na zdystansowanie się wobec nich, nadaje im zewnętrzną wagę.
Założeniem wystawy CONNECTION jest pokazywanie relacji – a czy istnieje bardziej intymna relacja niż ta, którą człowiek ma ze sobą? Te rzeźby są dowodem na to, że z bolesnymi wspomnieniami można wynegocjować nową relację i odzyskać przestrzeń na wolność czy radość. Poprzez materializację tych wewnętrznych zapisów praca staje się uniwersalnym pomostem dla każdego widza, który niesie własny bagaż doświadczeń.
Wspomniała Pani o fizycznym oporze formy. Czy ciało odgrywa kluczową rolę w Pani procesie twórczym i odbiorze sztuki?
M.Z.: Tak, bo ciało często reaguje na formę wcześniej niż język. Interesuje mnie materia, która działa niemal somatycznie, a nie tylko wizualnie. Chciałam, aby widz konfrontował się z obiektem nie tyle na poziomie intelektualnej analizy, ile wręcz fizycznie – odczuwając jego masę, ciężar i wewnętrzne napięcie.
Przejdźmy do wystawy TRACE 2026 i cyklu „Krystalizacja ciszy”. Jak te obiekty łączą motyw pamięci z rolą metalowej taśmy?
M.Z.: Szkło działa tu jak zapis materialnych napięć. Rytmicznie ustawione, półprzezroczyste płaty o ostrych krawędziach tworzą rodzaj zamrożonego ruchu, pofalowaną sekwencję. Metalowa taśma spina i porządkuje ten układ. Z jednej strony to konstrukcja, z drugiej – widoczny ślad gestu autora. Taśma, zwykle barwiona, wprowadza kod kolorystyczny różnicujący kolejne obiekty. Całość balansuje między surowością metalu a subtelnością tafli. Światło przechodzące przez te warstwy łamie się i mnoży refleksy. Dzięki temu cisza ujawnia się nie jako pustka, ale jako struktura powstała z kumulacji drobnych zdarzeń. Dodatkowo bryła jest otwarta i przy każdym nowym montażu na nowo wchodzi w relację z otoczeniem.
W Pani obiektach widać napięcie między tym, co wewnętrzne i rozproszone, a tym, co zdyscyplinowane. Czy sztuka jest dla Pani narzędziem wydobywania, czy raczej porządkowania?
M.Z.: Jednego i drugiego. Najpierw coś jest niejasne, wewnętrzne, rozproszone. Potem zaczyna się proces nadawania temu struktury. Nie chodzi jednak o literackie wyjaśnienie lub opisywanie doświadczenia, ale o jego przeprowadzenie przez materię tak, żeby mogło zaistnieć poza mną. Sztuka nie naprawia życia i nie służy za prostą terapię, ale może realnie przekształcić naszą relację z tym, co trudne. Nadaje doświadczeniu formę, dzięki której przestaje ono dominować w dotychczasowej postaci. To moment, w którym coś staje się możliwe do uniesienia.
Co Panią bardziej interesuje: proces powstawania rzeźby w odosobnieniu, czy moment, w którym praca opuszcza pracownię i zaczyna żyć własnym życiem w oku międzynarodowej krytyki?
M.Z.: Zdecydowanie ten drugi moment. W pracowni wszystko jeszcze jest w stanie decyzji, kontroli i sprawdzania. A kiedy obiekt wychodzi na zewnątrz, zaczyna działać samodzielnie – w świetle, w przestrzeni, w spojrzeniu widza. To wtedy okazuje się, czy praca naprawdę ma siłę, czy tylko dobrze wyglądała w procesie.
Konfrontacja z międzynarodową analizą kuratorską to doświadczenie weryfikujące. Pokazuje, że skrajnie osobista perspektywa potrafi rezonować poza pierwotnymi kontekstami geograficznymi czy biograficznymi. Najważniejsze to utrzymać w tym wszystkim ten sam stopień skupienia i wewnętrznej niezależności, z jakim wchodzi się codziennie do pracowni. Bodźce zewnętrzne nie mogą zagłuszyć intuicji, która tę sztukę ukształtowała. Mnie interesują obiekty, które wymagają czasu i nie odsłaniają się od razu.
Wprowadzenie aż siedmiu prac do stabilnej Lerac Collection, budowanej przez Piotra Kareła na Łemkowszczyźnie od ponad 22 lat, zbiega się w czasie z sukcesem w USA. Co taki mocny i rzadki gest mecenatu oznacza na obecnym etapie Pani kariery?
M.Z.: Zakup tak dużej liczby zróżnicowanych prac do jednej, znaczącej kolekcji prywatnej, która powstaje z tak głęboką świadomością i konsekwencją od ponad dwóch dekad, to dla artysty rzadki i niezwykle mocny sygnał. Taki mecenat nie opiera się na chwilowej modzie, ale na dojrzałym oku kolekcjonera, który widzi moją twórczość szeroko, jako proces. Dla mnie to jasny dowód na to, że rynek szuka dziś w rzeźbie ze szkła prawdy, emocjonalnego ryzyka i intelektualnej głębi, która koresponduje z najważniejszymi światowymi trendami, co potwierdzają wybory selekcjonerów z GAS.
Fakt, że te obiekty zaistnieją jednocześnie w tak specyficznej, zakorzenionej w krajobrazie kolekcji prywatnej oraz w całorocznym, globalnym obiegu instytucjonalnym, daje mi ogromne poczucie stabilizacji, ale przede wszystkim wolność. Ta niezależność napędza mnie do dalszych, bardziej radykalnych eksperymentów z materią. W sztuce piękno ma sens tylko wtedy, kiedy wynika z konieczności formy – nie interesuje mnie dekoracyjność, interesuje mnie obecność, która coś uruchamia. Chciałabym, aby po pierwszym zachwycie estetycznym w widzu pozostało coś trwalszego – potrzeba zatrzymania się przy rzeźbie, wejścia w obszar własnego czasu i własnej ciszy.
Magdalena Zarychta ukończyła Akademię Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu na Wydziale Ceramiki i Szkła. Dyplom realizowała w pracowni prof. Kazimierza Pawlaka (szkło artystyczne i użytkowe) oraz aneks z malarstwa w pracowni prof. Andrzeja Klimczaka-Dobrzanieckiego. W ramach stypendium Ministra Kultury i Sztuki studiowała w Bezalel Academy of Arts and Design w Jerozolimie. Ukończyła również studia doktoranckie na Uniwersytecie Jagiellońskim w obszarze zarządzania kulturą oraz studia podyplomowe na Uniwersytecie Śląskim w zakresie zarządzania organizacjami pozarządowymi w Unii Europejskiej. Jest założycielką i prezeską Fundacji WyspArt, realizującej projekty artystyczne i edukacyjne.
Jej twórczość była prezentowana na licznych wystawach indywidualnych i zbiorowych, m.in. „Ślady dotyku: relacje z materią” (Galeria Lipowa 3, Kraków), V Międzynarodowym Biennale Szkła IBG 2025 w Sofii, „Opera con vista” (wystawa międzynarodowa), „Nów w Pełni” (Instytut Wzornictwa Przemysłowego w Warszawie), „1000 Vases” podczas Paris Design Week, ArteGenova oraz licznych projektach Stowarzyszenia Nów. Nowe Rzemiosło. Jej prace były prezentowane i omawiane w publikacjach branżowych i międzynarodowych, m.in. w Architectural Digest Middle East.
Działa głównie w obszarze szkła artystycznego oraz malarstwa, a jej prace znajdują się w kolekcjach prywatnych w Polsce, Francji i USA.
Kulturaisztuka.pl
Czerwcowy kalejdoskop atrakcji w Muzeum Śląskim!
VII NOC CHÓRÓW
Bez trzymanki. Jak rower zmienia Warszawę.
X edycja Międzynarodowego Festiwalu Piosenki „World Song”
Głos taty, historia i mózg, który się rozwija.
Koncertowa premiera opery Matki Chersonia Maxima Kolomiietsa wg libretta George’a Branta
MIECZYSŁAW KOSZ „Kołysanka z filmu ‘Dziecko Rosemary’”
Sarni Stok odsłania nowe beskidzkie murale. W programie kultura gór i warsztaty z przewodnikiem
Czytanie rozwija mózg – ruszyła tegoroczna odsłona kampanii: #TataTeżCzyta2026
Nowy sezon artystyczny 2026/2027 w Operze Narodowej
Nieznany film z pogrzebu Marszałka Piłsudskiego odnaleziony po 91 latach. Archiwa państwowe odzyskały bezcenne świadectwo historii